RSS
czwartek, 15 września 2016

Blog żyje i ma się świetnie, ale znajdziecie go teraz pod nowym adresem: http://neitinovelties.pl/ - trochę się wydarzyło od czasu przenosin, koniecznie wpadnijcie nadrobić zaległości :)

31a_Crochet_Weedle

30e_Crochet_Sacharomyces_Cerevisae

25fa_Peacock_feather

24b_Crochet_Pokeball

....i wiele, wiele innych! :)

16:02, neiti89
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 czerwca 2016

Kochani, 20 czerwca 2015 roku pojawił się tutaj pierwszy wpis, zapowiadający moje szydełkowe przygody ;) 

Było fajnie, ten blog naprawdę dużo mi dał, ale chyba czas zrobić kolejny krok....

Od dzisiaj serdecznie zapraszam wszystkich na http://neitinovelties.pl/ - nowo utworzoną stronę, która stanie się nowym domem dla moich rękodzielniczych eksperymentów :) Zachęcam do odwiedzin i pozostawienia po sobie śladu :)

09:49, neiti89
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2016

Tego jeszcze nie było. Potężna luka została w końcu wypełniona! Czas na pierwszego, dzierganego Drożdża :D No dobrze, może nie pierwszego ;) Ludzka pomysłowość bowiem nie zna granic, więc na pewno ktoś kiedyś już to robił. Ale może po kolei :) W liceum poznałam koleżankę, która na studia wyjechała do Krakowa. Skończyła geodezję, pracowała w zawodzie, czego chcieć więcej? Najwyraźniej brakowało spełnienia marzenia ;) Koleżanka, wraz z wybrankiem swego serca, rzuciła robotę w diabły i zaczęła robić to, co naprawdę ją uszczęśliwia - zaczęła piec chleb. Z miłości do piekarnictwa powstał ich własny biznes - w Krakowie przybyła jedna piekarnia :) Podczas rozmowy na ten temat padła prośba w moją stronę o stworzenie maskotki tego zacnego przybytku. Po krótkiej dyskusji doszłyśmy do wniosku, że nic, absolutnie nic nie nada się lepiej na maskotkę piekarni, jak po prostu komórka drożdży piekarniczych, które zdecydowanie ułatwiają proces powstawania chleba ;) I tak, po krótkich badaniach, wydziergałam dumnego przedstawiciela Saccharomyces cerevisiae :D

19a_DrodTak jak zwykle nie robię ust swoim maskotkom, tutaj uśmiech musiał się pojawić :)

19b_Drod1I jeszcze zdjęcie z dłonią, by pokazać skalę maskotki

Dziergałam go i śmiałam się z niego i z siebie :D To najbardziej odjechana maskotka, jaką do tej pory zrobiłam :) Oczywiście nic trudnego, ale sam fakt tworzenia komórki grzybowej wprawił mnie w niebywałe dobry nastrój ;) Poniżej zdjęcie, którym inspirowałam się przy tworzeniu Drożdża (znalezione na stronie  http://www.microbiologyonline.org.uk):

19e_Drod

A teraz krótka lekcja mikrobiologii - prezentowany gatunek to Saccharomyces cerevisiae, grzyb, którego liczne szczepy mają swoje zastosowanie w piekarnictwie, gorzelnictwie, piwowarstwie i winiarstwie. Widoczne na zdjęciu "kratery", które również oddałam w swojej pracy, to blizny po pączkowaniu, czyli rozmnażaniu. Ich liczba pozwala pi razy oko oszacować wiek komórki - liczba blizn wskazuje na liczbę komórek potomnych, które dana komórka wytworzyła. No i blizny są jedynym elementem, które pozwoliły odróżnić Drożdża od przeciętnego, zadowolonego z siebie kartofla :P Więc po prostu musiały być ;) Na początku chciałam go zrobić chudszego i wyższego, bardziej przypominającego pałeczkę. Chciałam jednak, by mógł sam stać, więc zdecydowałam się na bardziej stabilną, niższą formę.

19c_DrodJeden uroczy profil

19d_DrodDrugi uroczy profil

Drożdż powstał z pozostałej mi po spódnicy włóczki Alize Cotton Gold (100g/330m), 55% bawełna i 45% akryl, w kolorze 262. Dzięki temu wyszedł fajny, zwarty i niekłaczący :) Szydełko 3,5mm. Wypełnienie blizn jest z innej włóczki, która od dłuższego czasu u mnie leży i po drodze zdążyła stracić banderolę; na pewno 100% akryl, szydełko również 3,5mm. 

Drożdż już jest w Krakowie i będzie można go obejrzeć w Pochlebstwie, przy ulicy Romanowicza 5/LU8b. Najprawdopodobniej, wraz z upływem czasu, doczeka się powiększenia rodziny.... :)

15:49, neiti89
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 czerwca 2016

Ostatnio udało mi się spełnić malutkie marzenie z dzieciństwa i w końcu kupić sobie przenośną konsolę :) (dla ciekawych: Nintendo 3DS XL). Ale skoro ma być przenośna, to przecież w czymś ją trzeba nosić. To właśnie spowodowało, że zaczęłam dziergać własne etui, oparte na wyglądzie mojego absolutnie ulubionego pokemona, Marilla :) Najpierw chciałabym Wam pokazać, jak wygląda ten zaprojektowany przez Nintendo stwór: 

Marill

A teraz, jak poradziłam sobie z przeniesieniem jego niezaprzeczalnej uroczości na włóczkowy pokrowiec :)

18a_Euti_na_DSaEn face

18b_Etui_na_DSaZ otwartą Klapką

18d_Etui_na_DSaPiękny, anatomicznie dokładny ogonek :)

 

Jestem naprawdę zadowolona z efektu końcowego, choć może ta klapka mogłaby bardziej przylegać (jeszcze ją trochę nakrochmalę i rozepnę, na pewno się uspokoi). Najważniejsze, że spełnia swoją funkcję, a testy terenowe mamy już za sobą. Ale, moi drodzy, żeby nie było, że wszystko wychodzi tak od razu i jest takie proste... ;) Przeczytajcie krótką historię powstawania pokrowca :)

Początek był bardzo prosty - zwyczajny łańcuszek obrobiony z obu stron i co chwila przymierzany do konsolki, czy aby na pewno pasuje. Jak już pasowało w sam raz (50 oczek obwodu), zaczęłam iść na długość, co zajęło mi 45 rządków. Do tej pory było może dużo dłubania, ale bardzo prostego, więc naprawdę banał. Wtedy też przykleiłam oczy, nos i kawałek białego brzuszka oraz zrobiłam i doszyłam uszy - trochę wysiłku, ale bez przesady. Problem zaczął się przy zamknięciu. Nie chciałam, żeby pokrowiec był po prostu skarpetą, w którą wsuwa się konsolę, od początku chciałam, by był zamykany. Pierwszym pomysłem był zamek błyskawiczny. Kupiłam dwa, oba w naprawdę fajnych, pasujących kolorach, jeden z większymi, drugi z mniejszymi zębami. Oba były jednak zbyt długie, więc najpierw musiałam je skrócić i zabezpieczyć. Jak już skróciłam, zaczęłam wszywać... Rany, jaka głupia robota! Ewentualnie robota mądra, ale to ja wybrałam jakąś wybitnie głupią metodę ;) W każdym razie strasznie się męczyłam, by odkryć, że... DS nie przechodzi przez zamek! Żaden z obu :D Trzeba było więc szybko zmienić koncepcję ;) 

Drugi pomysł był już łatwiejszy do zrobienia - guzik :) Sama część guzikowa to faktycznie banał: guzik najpierw został przyszyty, a potem obszydełkowany. Ale zanim przeszłam do guzika, musiałam pokonać Klapkę (dużą literą, bo zasłużyła na mój szacunek oporem, który stawiała). Otóż umyśliłam sobie, że nie będę jej robiła po prostu lewo-prawo, jak dowolny kwadrat z półsłupków. Nieeee, ja chciałam, by cała Klapka była zrobiona takimi samymi oczkami. Co prawda w szydełku nie wyróżnia się oczek prawych i lewych (jak w drutach), ale gdy robimy robótkę na okrągło, czyli na przykład maskotki, to praca ma lewą i prawą stronę. Jednak gdy praca jest "płaska", raz mamy rządek tych "lewych" oczek, a raz "prawych". No i to trzeba było jakoś obejść... Pierwsza myśl - zrobię po prostu coś na kształt rękawicy z jednym palcem. Zrobiłam, nadziergałam się, by odkryć, że fatalnie się marszczy, skręca i zawija. No więc co dalej? Od męża dostałam (kiepską, jak zaraz pokażę) radę, by rozciąć rękawicę, zaprawić boki i tyle. O rany, trudno było uzyskać gorszy efekt...

18f_Etui_na_DSaFale Dunaju w pełnej krasie!

Ucięcie i obszycie zajęło mi strasznie dużo czasu, a efekt był naprawdę ZŁY. Poradziłam się więc na facebookowej grupie szydełkowej, czy jest jakaś metoda, by otrzymać pożądany przeze mnie efekt. Jedna z dziewczyn doradziła mi coś karkołomnego, ale wykonalnego - żebym przerabiała każdy rządek od prawej do lewej (by uzyskać zawsze te same oczka po jednej stronie), a po przerobieniu rzędu ucinać nitkę i jechać od początku. Tak długo, aż osiągnę pożądany wymiar Klapki. No to do dzieła... Roboty też było sporo, ale i tak szło szybciej, niż obcinanie ;) Efekt pośredni na zdjęciu poniżej:

18e_Etui_na_DSaNitki, wszęęęędzie niiiiitkiiiii!

Jak już widać, faktycznie moment przejścia między pokrowcem a Klapką jest niewidoczny - i o to chodziło! :) Ale te nitkiiii..... :P Wszywanie ich znów pochłonęło niezły fragment czasu. Potem trzeba było jeszcze całość objechać półsłupkami, żeby wyrównać powierzchnię. Ale w tym momencie w końcu mi się podobało :)

I na koniec technicznie: zużyłam trochę ponad pół motka Alize Cotton Gold (100g/330m), 55% bawełna i 45% akryl, w kolorze 427. Wszystko robione szydełkiem 3,5mm oprócz uszu: czerwona część rozmiarem 2mm, niebieska 3mm. Wiem, że kolor mógłby być lepiej dobrany, ale chciałam zużyć ten napoczęty motek. Ważne też było to, że Cotton Gold się nie kłaczy - głęboko wierzę, że dzięki temu pokrowiec będzie zbierał mniej okruchów.

18:56, neiti89
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Na specjalne zamówienie (i w specjalnych kolorach) powstał on - uosobienie Przedwiecznej słodyczy! Robiło się go znacznie szybciej, niż wersję o regularnych wymiarach. To znaczy, było szybciej, gdy już wiedziałam, ile oczek w danym rządku zrobić... Dojście do tego jednak trochę zajęło, bo do samej nogi miałam trzy podejścia :P Ale już jest wśród nas, zdobiąc kluczyk do pewnego pomarańczowego motocyklu ;)

17_MiniCthulPorównanie z moim osobistym Cthucem

Mini-Cthul ma mniej macek twarzowych oraz trochę mniej macko-grzywy. Wszystko przez to, że maskotka może mniejsza, ale włóczka ta sama co zawsze (szydełko też - moje ulubione 3,5mm), więc nie miałam odpowiednio dużo miejsca, by przyszyć dokładnie taką samą liczbę elementów. Nie stracił jednak na słodkości ;) Zrobienie dużej wersji to 3-5 dni, na wersję mini wystarczą już tylko 2. Więcej czasu na inne, szydełkowe projekty.... :)

15:03, neiti89
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8